niedziela, 24 sierpnia 2025

Jazz, marzenia i przyjaciele organizatorki koncertu Keitha Jarretta w Kolonii

Wirtualna Kultura wychowana na spektaklach operetkowych transmitowanych przez radio w latach 50tych i na muzyce Chopina - jej Tato grał na pianinie - o jazzie nie ma zielonego pojęcia, nie odróżnia jego gatunków. Co prawda, ona była na koncercie w klubie jazzowym w Warszawie już w połowie lat siedemdziesiątych, ale miłością do jazzu nie zapałała. Zna trochę nazwisk muzyków jazzowych, ale nigdy nie kupowała ich płyt. 

W środę, 20 sierpnia 2025, WK wybrała się z Haliną i Marią z Żółtego Parasola oraz Anną z Leśnicy do Nowych Horyzontów na film "Dziewczyna z Kolonii", pokazany w ramach cyklu "Nowe Horyzonty dla Seniorki i Seniora", 

Poszła "w ciemno", niczego o filmie i jego bohaterach nie czytając. Opierała się tylko na entuzjastycznej opinii Sybilli Golec z Warszawy. Nawet nie wiedziała, że film opowiada autentyczną historię, której bohaterka, Vera Brandes, żyje. Oto wywiad z nią z lipca 2025:


Vera Brandes pierwsze koncerty jazzowe organizowała w wieku zaledwie 17 lat. Dzięki niej w Operze w Kolonii w 1975 roku doszło do legendarnego występu Keitha Jarretta, na którym nagrano album The Köln Concert:
Album jest jednym z najbardziej rozpoznawanych albumów jazzowych wszech czasów. Z cytowanego wyżej wywiadu dowiadujemy się, że Vera, organizatorka koncertu, na którym nagrano ten najlepiej sprzedający się w historii solowy album jazzowy, nie jest częścią sukcesu:

"Nie byłam w żaden sposób częścią tego sukcesu. Nigdy nie dostałam ani centa, nie byłam w żaden sposób kojarzona z tym albumem przez niemal 50 lat. 

Szczerze mówiąc, nigdy nie utożsamiałam się z komercyjnym sukcesem tego albumu – głównie dlatego, że nie uczestniczyłam w nim bezpośrednio. Ponownie zaczęłam „utożsamiać się” z tym wydarzeniem dopiero, gdy media zaczęły się do mnie zwracać z prośbami o wywiady – głównie po tym, jak Keith i Manfred przestali rozmawiać z prasą na temat The Köln Concert".

W wywiadzie Vera Brandes wspomina, że:

"Opera w Kolonii jest od wielu lat w przebudowie. Mają ją otworzyć w przyszłym roku. To było kręcone w Łodzi w specjalnie skonstruowanych dekoracjach".


W filmie "Dziewczyna z Kolonii" pokazuje się, jak doszło do nagrania tego bestsellorowego koncertu. Trudno uwierzyć, że młodziutkiej dziewczynie to się udało. Urodzona w 1956 roku Vera Brandes miała wtedy 19 lat, ale mówiła, że ma 25.

Z wywiadu Wirtualna Kultura się dowiedziała, że Keith Jarret nie dał pozwolenia na wykorzystanie jego muzyki w filmie. Vera Brandes uważa, że:

"Gdyby dał pozwolenie, postawiłby wiele warunków i powstałby zupełnie inny film. Jestem naprawdę szczęśliwa, że poszło tak, jak poszło".

Co więcej, jej zdaniem

"reżyser filmu, wpadł na tak niesamowicie piękny pomysł, żeby położyć zupełnie inny nacisk na tę historię i opowiedzieć ją z mojej perspektywy, zamiast tworzyć z niej biografię kolejnego muzyka".

Dla jednych "Dziewczyna z Kolonii" jest filmem o jazzie. Dla Wirtualnej Kultury jest to film o realizacji marzeń -  niemożliwe może być możliwe. Trudno jej tylko uwierzyć, że za tym wszystkim stała tak młoda, niedoświadczona osoba, wspaniale zagrana przez niemiecką aktorkę Malę Emde, urodzoną w 1996 roku.

Film zaczyna się od zabawnego pomysłu reżysera. Na ekranie po kolei pokazują się postaci i każda z nich twierdzi, że to jest film o niej. Nimi są: dziennikarz z Berlina, muzyk , Vera, .... Wirtualna Kultura nie zapamiętała wszystkich postaci z tej początkowej sceny. Jest przekonana, że wśród nich jest też ojciec Very, postać raczej negatywna w jej życiu. Ciekawe jest zestawienie w filmie słabego artysty i bardzo energicznej Very, wiecznie biegającej organizatorki jego koncertu.

Jedna z koleżanek, z która WK była w kinie, miała wątpliwości, czy opowiedziana w filmie historia jest zgodna z prawdą, może coś upudrowano. Vera Brandes jest z filmu bardzo zadowolona, więc jest on chyba prawdziwy. 


Wirtualna Kultura się zastanawiała: 
  • dlaczego matka bohaterki, żona dentysty, w filmie występuje tylko w żółtej marynarce,
  • czy faktycznie Vera Brandes znalazła na zapleczu właściwy fortepian dopiero podczas koncertu - brak tego fortepianu jest kulminacyjnym problemem w filmie. 
Ona wzięła udział w dyskusji po projekcji filmu. Miała wrażenie, że na sali zostali znawcy i fani jazzu, w tym Festiwalu Jazz nad Odrą. 

Jedna z dyskutantek przypomniała wypowiedź bohaterki filmu. Vera Brandes zasugerowała artyście, który nie chciał zagrać koncertu w Kolonii na rozklekotanym instrumencie, że zacznie coś nowego. I tak się stało. Wbrew umowie Keith Jarrett zagrał koncert na fortepianie w marnym stanie i z mniejszą liczbą klawiszy niż ten, którego nie można było znaleźć w operze. Dlatego musiał zagrać inaczej niż zwykle, odstandaryzował jazz. W tym upatruje się powodu, dla którego nagrany koncert był innowacyjny, inaczej brzmi. Sami posłuchajcie nagrania (link jest powyżej).

Dyskusja po filmie była wielowątkowa. Inna z uczestniczek nawiązała do kontrkultury lat 50tych i 60tych, do Grotowskiego i Kantora. Wspomniano też o Chopinie, który improwizował mazurki. Była też mowa o konflikcie na linii ojciec-córka, bo ojciec Very Brandes nie popierał jej działań. On spoliczkował córkę, która po tym najpierw wybiegła z domu, ale po chwili wróciła, by poprosić ojca o pieniądze na zorganizowanie koncertu. Pieniędzy od ojca nie dostała. Pomogła jej później matka. 

Vera Brandes organizując koncert nie tylko realizowała marzenia, ale chciała udowodnić rodzicom, że potrafi. W Verę wierzyli jej przyjaciele i skutecznie jej pomagali. Wirtualna Kultura nie wie, co było ważniejsze - marzenie, czy pokazanie, że się potrafi. Jak myślicie? W filmie pada taka opinia o Verze Brandes: "Nie wyobrażam sobie nikogo, kto by ci odmówił". Może ten urok osobisty i determinacja były decydujące.

Krystyna - Wirtualna Kultura

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe ujęcie tematu. Nie wiedziałem że za realizacją tego koncertu stała tak młoda kobieta. Chciałabym zobaczyć ten film. Dziękuję WK za ten post 👍🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z filmu wynika, że Jarrett był wtedy na skraju nędzy. Koncertował w Europie, bo w Ameryce go nie chcieli. Krystyna

      Usuń
  2. Bardzo ładnie opisałaś tą przygodę z jazzem.Tak Cie zainteresowała ta młodziutka dziewczyna ? Baca

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za tak obszerną i szczegółowa recenzję z filmu.czuje jak bym była tam koło Ciebie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń