niedziela, 27 września 2026

Refleksje po spacerze w Bierutowie z Beatą Maciejewską



Wirtualna Kultura na spacerze po Bierutowie z Beatą Maciejewską.

przypomniała sobie, jaką dedykację w grudniu 2018 prof. Urszula Glensk wpisała jej do książki: "Historia słabych. Reportaż i życie w dwudziestoleciu (1918-1939)": 

Drogiej Pani Krystynie ku refleksji w jakim wygodnym i bezpiecznym świecie żyjemy.

Wirtualna Kultura o tej dedykacji i jej sensie pisała na blogu w styczniu 2021, gdy dopadł nas COVID: 
Teraz do tego wróciła. Porównanie świata współczesnego do tego z lat 1920-1939 robi wrażenie, na przykład rozwój medycyny i początki leczenia antybiotykami, ale jeszcze większe wrażenie robi porównania do innych wieków. 

To o tych bardzo odległych czasach mówiła Beata Maciejewska w Rynku w Bierutowie, wspominając, czym się kończyły cesarskie cięcia (porody), gdy zszywano tylko skórę na brzuchu, wierząc, że w środku wszystko samo się zrośnie i zagoi.
 



Kliknijcie, by przeczytać o zabytkach Bierutowa:
oraz w wewnętrzne linki, by zdjęcia zabytków zobaczyć.

Wirtualna Kultura nie zapamiętała dobrze opowiadanej przez Maciejewską historii o kacie, więc zapytała o to sztuczną inteligencję:

"Bierutów otrzymał prawo karania przestępców w 1333 roku, co wiązało się z tzw. prawem miecza (prawo do wydawania wyroków śmierci). Choć miasto posiadało własną szubienicę, to utrzymanie etatowego, stałego kata było dla mniejszych miejscowości ogromnym obciążeniem finansowym. Z tego powodu do wykonania wyroków śmierci (ścięcie mieczem, powieszenie) Bierutów regularnie wypożyczał i opłacał kata sprowadzanego z Wrocławia lub pobliskiej Oleśnicy. Kat z Wrocławia przybywał na miejsce wraz ze swoimi pomocnikami wyłącznie na czas egzekucji, a koszty jego podróży i diety pokrywano z kasy miejskiej."  

Pewnego razu wrocławski kat źle (nieskutecznie) wykonał swoją robotę, narażając skazanego na cierpienia. Rozwścieczony tłum pogodnił go i poćwiartował - tak to mniej więcej było. Kat sam został zakatowany. 


Około 4 tysięcy mieszkańców Bierutowa - razem z gminą 8 tysięcy - ambitnie marzy, by Bierutów przyciagał turystów. Oto fragment artykułu Beaty Maciejewskiej, opublikowanego w Gazecie Wyborczej: 

Tworzymy trakt historyczny łączący miejsca ważne dla dziejów, pamięci i dziedzictwa Bierutowa - mówi burmistrz Piotr Sawicki. - Wychodzimy z zamku, spod barokowej bramy ("odrestaurowanej, czy pani widziała?"), potem udajemy się do kościoła św. Katarzyny, świątyni zamkowej z lożą książęcą (można wewnątrz posłuchać 16-minutowej nagranej opowieści), potem przechodzimy do wieży ratuszowej (będziemy w niej pokazywać proces rozwoju miasta, od lokacji do czasów współczesnych), a następnie idziemy do ruin kościoła Trójcy Świętej, potem do parku.  

Trasa ma 12 punków, jest na niej jeszcze XIX-wieczny budynek urzędu miasta, kawałek odrestaurowanych murów, dwustuletnia synagoga (dzisiaj szkolna aula), płyta z herbem Podiebradów, nieistniejący budynek sądu i dawne więzienie przerobione na mieszkania oraz tablica poświęcona malarzowi Ludwigowi Meidnerowi, niemieckiemu ekspresjoniście żydowskiego pochodzenia.


I co Wy na to? Kiedy pojedziecie do Bierutowa? 

W niedzielnym spacerze wzięła udział spora grupa Wrocławian, a wśród nich Ania i Ela. Z dworca wyruszono razem z Beatą Maciejewską do Rynku, gdzie czekali mieszkańcy, w tym bumistrz i lokalni działacze. 

Pierwszą atrakcją była wspinaczka po schodach do wnętrza wieży ratuszowej. Kliknijcie na pierwsze zdjęcie. Widać na nim też Beatę Maciejewską z mikrofonem. Nagłośnienie było bardzo dobre.

Uwaga. Zdjęcie kościoła i synagogi zrobiła Ania.

Krystyna - Wirtualna Kultura

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz